Czego nauczyłam się od mojego psa?

Poznajcie Joszi, moją uroczą bullterierkę. Jest grzecznym, zabawnym pieskiem. Prawdziwym przyjacielem. Wyrozumiałym i bezgranicznie kochającym. Kiedy była mała, uczyłam ją czystości, reagowania na komendy (tego właściwego, a nie tylko merdania ogonem) i różnych sztuczek. Któregoś dnia zdałam sobie sprawę jak wiele i ja nauczyłam się od niej. Są to cechy, które mają ogromny wpływ również na moją pracę.

Trzy proste – piękne rzeczy, jakich nauczyłam się od mojego psa:

1. CIESZYĆ SIĘ i AKCEPTOWAĆ
Życie pieska jest proste. Cieszy się, że ktoś się nim zainteresował, że go pogłaszcze, że da jeść, rzuci piłeczkę. A my stresujemy się, kiedy jesteśmy w centrum uwagi. Na komplementy reagujemy zakłopotaniem. Nie doceniamy tego co mamy. Nie chce nam się ruszać, wolimy zalegać na kanapie. Poza tym, piesek ma niewielki wpływ na losy świata. Niewielki wpływ ma w ogóle na cokolwiek. I jakoś żyje.
Nauczyłam się od mojego psa przyjmować miłe zainteresowanie i doceniać to co dostaję od losu. Akceptować fakty. Nie reagować emocjonalnie na to, na co nie mam wpływu.

2. SZYBKO ZAPOMINAĆ, DAWAĆ SZANSĘ, NIE ŻAŁOWAĆ.
Nieprzyjemna wizyta u weterynarza, czyszczenie uszu, przydepnięta psia łapka, deszcz… I najgorsze – kiedy trzeba ją skarcić i odesłać „na miejsce”. To małe – wielkie psie smutki. Zawsze jestem zaskoczona, jak szybko zapomina o nieprzyjemnościach. Wystarczy jej przyjazne spojrzenie, miły głos i znów ogonek zamienia się w śmigiełko.
Ludzie długo noszą urazy, zamartwiają się, gniewają. Zawiedziony pies wciąż kocha człowieka i nieustannie daje mu szansę na bycie lepszym.
Nauczyłam się od mojego psa zaczynać każdy dzień na nowo i wielokrotnie dawać szansę, z wiarą, że coś mogło się zmienić, że może tym razem będzie inaczej. I nie żałować, bo życie to suma doświadczeń.

3. NIE PODDAWAĆ SIĘ. NIGDY.
Kiedy chce być głaskana, napiera ciałem. Kiedy chce się bawić, bez końca przynosi piłeczkę. Kiedy chce zjeść to co ty właśnie jesz, skutecznie zgrywa pieska trzeciego świata. Nie wymusza, bo przecież nie ma siły. Leży jakby na wpół żywa i patrzy umęczonym z głodu wzrokiem. Ale nie jest bierna. O nie! Nie sposób jej nie zauważyć. A jak będzie trzeba, to westchnie bardzo, bardzo głęboko. Tak bardzo, że na pewno usłyszysz, chciwku.
Nauczyłam się od mojego psa nie czekać, aż ktoś Cię zauważy, aż zrobi to, na czym Ci zależy. Nauczyłam się mówić, prosić i przypominać o sobie.

Kiedyś w pracy zżerał mnie perfekcjonizm. Kiedy wydarzenia układały się nie po mojej myśli, złościłam się, reagowałam emocjonalnie. Dziś mam w sobie dużo spokoju. Robię tyle, ile jestem w stanie, tak dobrze, jak tylko czuję się na siłach. Ale nie biorę na siebie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Pozwalam ludziom dookoła mnie popełniać błędy. Pozwalam sobie na błędy. Nie spinam się. Jutro będę mogła podejść do spraw inaczej, pewnie lepiej, bo z dystansem i doświadczeniem, które już mam.
Nie żałuję że zaufałam ludziom, że dałam się wykorzystać, że ktoś zagrał sobie na moich uczuciach. Nie żałuję, że sama coś zawaliłam. Bo to już się stało. Nadal żyję. Świat się nie zawalił. A więc idę dalej, nie poddaję się. Konsekwentnie. Mam w tym swój maleńki cel. Nieważny z perspektywy całokształtu losów ludzkości, ale dla mnie wystarczająco, aby szturchnąć nosem kogo trzeba. Wiem, że samą sobą sprawiam wielu ludziom radość. A to już jest super! Prawda?

Trener, wykładowca psychologii wizerunku i komunikacji. NEUROWIZERUNEK®

NEWSLETTER

Dołącz do grona osób, pragnących świadomie kształtować swój wizerunek. Raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z praktycznymi ciekawostkami, adekwatnymi do czasu i okoliczności.

Dlaczego warto tu być?

Na blogu piszę o tym jak wizerunek - człowieka i marki - wpływa na relacje i sprzedaż. Buduję most między tym co wizualne, a tym, co sobie myśli mózg - często bez naszego świadomego udziału.

Warto tu być, bo oprócz tego, że przestawiam ciekawostki i badania naukowe, wskazuję jak zastosować je w praktyce - w biznesie i życiu prywatnym.

Facebook